piątek, 15 września 2017

GOLDEN SEASON, GOLDEN TOWER

GOLDEN SEASON, GOLDEN TOWER

PL Mieszkając w nowym miejscu podczas procesu poznawczego zachodzi wiele ciekawych zjawisk począwszy od celowego gubienia się w urokliwych uliczkach, odkrywania ulubionych miejsc, a skończywszy na zgubieniu się w miejscach, w których zgubić się nie chcieliśmy. Ja najbardziej lubię drugi aspekt odnajdywania się w nowej przestrzeni - znajdywanie ulubionych miejsc, zwłaszcza gdy dzieje się to przypadkiem. Do dziś wspominam ulubioną kawiarnie w Mediolanie, która klimatem przypominała tą opisywaną przez Trumana Capote w ,,Śniadaniu u Tiffany'ego"; wcale nie była popularna czy najpiękniejsza, większość starszych panów przychodziła tam rozmawiać o sporcie, studenci wpadali po croissanty i szybko sączyli swoje espresso przy barze, ale ja uwielbiałam to miejsce i tamtejsze cappuccino. Po prostu, dla mnie miała to "coś". I chyba właśnie o to w tym chodzi, nie zawsze jesteśmy w stanie precyzyjnie uzasadnić nasze upodobanie, wtedy wiemy że jest to szczere i nie narzucone przez trendy i przewodniki. Byłam ciekawa jak sprawy potoczą się w Sewilli i do których miejsc będę wracała częściej. Zaskakująco (lub nie) jednym z takich miejsc okazała się okolica Złotej Wieży, chyba najsłynniejszego zabytku stolicy Andaluzji. Położona zaraz nad brzegiem rzeki zwłaszcza w czasie zachodu słońca prezentuje się okazale i to właśnie o tej porze zobaczyłam ją po raz pierwszy. Również nocą stanowi ciekawy element krajobrazu i jest swoistym hotspotem na odbywające się tam liczne bottellónes. Tinto nigdzie nie smakuje lepiej!


EN Living in a new place always entails many captivating occurrences; starting off deliberately throwing yourself into the experience of getting lost in some narrow streets, discovering your favorite places or simply ending up in places where you never wanted to. I absolutely love the second aspect, meaning, finding your favorite spots, especially when it happens by chance. I still remember my favorite café in Milan, which reminded me of Truman Capote's "Breakfast at Tiffany's", it was not popular nor beautiful, most of the signiori came to talk about sports, the students were coming for the brioches and espresso quickly sipped at the bar counter, but I loved this place and its cappuccino. For me that bar has some elusive quality. That is the beauty of discovering the favorite spots, you can't always tell exactly why you love the particular place, you just keep coming back and enjoying it every single time. Before I came to Seville I was curious whether this time I will find mine too. Surprisingly (or not) one of such places turned out to be the area near the Golden Tower, probably the most famous landmark of the capital of Andalusia. Located right at the riverside, it looks the most spectacular during the sunset and that's how I first saw it. What's more, at night it becomes kind of hotspot for the numerous bottellónes. Tinto nowhere tastes better!


IT Durante il processo cognitivo mentre vivere in un nuovo luogo, ci sono molti fenomeni interessanti che vanno dal perdere deliberatamente in strade affascinanti, scoprire i tuoi luoghi preferiti o termina con perdersi in luoghi in cui non volevamo perdersi. Mi piace molto il secondo aspetto di trovarti in un nuovo spazio - trovare i tuoi posti preferiti, specialmente quando questo accade per caso. Ricordo sempre i miei caffè preferiti a Milano, che assomigliava l'atmosfera descritta da Truman Capote ,,Colazione da Tiffany", non era popolare o la più bella, la maggior parte degli signiori è venuto a parlare di sport, gli studenti hanno incontrato brioche e rapidamente sorseggiò il loro espresso al bar, ma io amavo quel posto e il cappuccino lì. Semplicemente per me questo posto aveva una caratteristica sfuggente. Sono stato curioso di cosa accadrà a Siviglia e quali luoghi ritornerò più spesso. Sorprendentemente (o no) uno di questi luoghi si è rivelato essere la Torre d'Oro, probabilmente il monumento più famoso della capitale dell'Andalusia. Situato proprio sulle rive del fiume, soprattutto al tramonto sembra più spettacolare impressionante. Quello che è interessante, è stato in questo momento che l'ho vista per la prima volta.Anche di notte è un elemento interessante del paesaggio ed è una sorta di punto di forza per le numerose bottellónes lì. Qui il tinto gusti meglio!







SHIRT/CAMCIA/KOSZULA SFERA
PANTS/PANTALONI/SPODNIE MANGO
BELT/CINGHIA/PASEK MY MOM'S/DI MI MAMMA/PODKRADZIONY MAMIE
WATCH/GUARDARE/ZEGAREK GINO ROSSI
EARRINGS/ORECCHINI/KOLCZYKI W.KRUK
SUNGLASSES/OCCHIALI DA SOLE/OKULARY H&M

Photo Credit: Michael Morritt

czwartek, 7 września 2017

Livin' la vida sevillana

Livin' la vida sevillana

PL Choć to nie post filmowy, to lokalizacja iście kinowa! Jednym z najpiękniejszych miejsc w Sewilli jest Plac Hiszpański i przylegający do niego ogród Marii Luisy. Choć to miejsce zabytkowe, wiele osób kojarzy je przede wszystkim z filmem Gwiezdne Wojny II, a niektórzy koneserzy kina i z filmem Lawrence z Arabii. Ja osobiście pamiętam teledysk do utworu Something Got Me Started zespołu Simply Red, który częściowo został zrealizowany właśnie na Placu Hiszpańskim. Miejsce obowiązkowe do zobaczenia w Sewilli. 

EN Although it's not a post dedicated to films, it surely has cinematic motif! Namely, the location. One of the most beautiful places in Seville is undoubtedly the Spain Square and its Maria Luisa Garden. This is a historical place, however, many people associate it rather with the Star Wars II movie, and some film geeks will also remember it from Lawrence of Arabia. I personally remember the music video for the song Something Got Me Started by Simply Red, which was partially done in this very location. A place to see in Seville.

IT Anche se non è un post di film, ha un motivo cinematografico! Uno dei luoghi più belli di Siviglia è la Piazza Spagnola e l'adiacente Giardino di Maria Luisa. Anche se questo luogo storico, molte persone lo associano principalmente al film Guerre Stellari II e ad alcuni intenditori di film al film Lawrence d'Arabia. Personalmente, io ricordo il video musicale per la canzone Something Got Me Started di Simply Red, che è stato parzialmente completato in Piazza Spagnola. Certamente, un luogo da vedere a Siviglia! 

















sobota, 12 sierpnia 2017

To już rok! It's been a year!

To już rok! It's been a year!

PL Aż ciężko mi w to uwierzyć, ale mój blog właśnie skończył rok! Dokładnie rok temu odważyłam się zacząć to małe przedsięwzięcie, o którym już wtedy myślałam długo. Ostatecznym motorem do działania okazał się staż w Mediolanie, pierwszy wpis powstał w Monako, a teraz piszę to, kto by przypuszczał, odbywając kolejny staż w Sewilli! Jestem niesamowicie ciekawa gdzie będę świętować kolejne urodziny bloga. Ten rok to wiele podróży, przygód i nowych doświadczeń które tylko udowodniły mi "że chcieć to móc". Nikt nie włożył pomysłów, samozaparcia czy chęci do mojej głowy i z każdym dniem uświadamiam sobie jak wiele zależy od nas samych. 


Dziękuję Wszystkim, którzy zawsze wspierali moje działanie, motywowali i sprawiali, że czułam, że nie robię tego tylko dla siebie. Mam nadzieję, że tak naprawdę moja przygoda w modowo-kulturowej blogosferze dopiero się zaczyna!
A poniżej kilka ulubionych chwil minionego roku!


EN It's hard for me to believe, but my blog is one year old!  Exactly a year ago I dared to start this small undertaking, which was in my head for God knows how long. Finally an extra motivation came in the shape of an internship in Milan the first content was created in Monaco, and now I am writing this, who would have expected, during another internship but in Seville! I am incredibly curious where I will celebrate next birthday of the blog. This year of loads of traveling, adventures and new experiences only proves to me "impossible is nothing". Nobody put ideas, self-motivation or willingness into my head and every day I realize how much everything depends just on us.


Thanks to everyone who has always supported my work, motivated me and made me feel that I dodo n't do it only for myself. I really hope that my adventure in the fashion-cultural blogosphere is just getting started!
Below a few favorite moments of the past year!

Grudniowy Paryż/ December in Paris


Noworoczna Słowacja/ New Year's Slovakia

Pierwsze kroki w Monako i blogowaniu / First steps in blogging and Monaco

Pierwsza publikacja w magazynie Prestiż / First publcation in Prestige Magazine

Miejsce, w którym zawsze będę czuć się jak w domu/ Place which always feels like home

I nowy kraj do kochania/ And a new country to be loved


piątek, 11 sierpnia 2017

Mały przegląd kina hiszpańskojęzycznego

Mały przegląd kina hiszpańskojęzycznego


 Nie do końca wiem, kto jest hiszpańskim Zakościelnym ponieważ moja wiedza w tym temacie utknęła na dziewczynach zakochanych w Mario Casasie po ekranizacji książki ,,Tres Metros Sobre el Cielo". Nie zrozumcie mnie źle, szanuję gatunek komedii romantycznych i uważam, że pełnią ważną rolę w kinematografii, nie jest to jednak najczęściej oglądany przeze mnie rodzaj filmu. Dziś chciałam przedstawić kilka ciekawych hiszpańskojęzycznych dramatów, które miałam okazje niedawno obejrzeć, ponieważ tak, istnieje coś więcej niż ,,Habla con Ella" i ,,Amore Perros".

KSIEŻNICZKI  (PRINCESAS)
Chociaż ten film przedstawia dość okrutne mechanizmy rządzące światem prostytutek to zaryzykuję stwierdzeniem, że jest w nim coś ciepłego i dodającego otuchy. A to za sprawą głównych bohaterek. Obie, z różnych powodów, trudnią się najstarszym zawodem świata, i mierzą się z zupełnie innymi przeciwnościami losu. Punktem wspólnym jest jednak pragnienie miłości i akceptacji, której zdaje się szukają we właściwych miejscach ale w dość nieumiejętny sposób, bowiem nie potrafią (nie chcą?) skończyć z niechlubnym zajęciem. Film jednak mówi o czymś więcej niż tylko o młodych prostytutkach chcących odmienić swój los. To słodko-gorzka historia kobiecej przyjaźni, która może zrodzić się nawet w najbardziej nietypowych okolicznościach.

SZEŚĆ RAZY EMMA (SEIS PUNTOS SOBRE EMMA)
Bohaterka tego filmu fascynuje mnie już od pierwszych minut. Niewątpliwie, mają na to wpływ dwa czynniki: konstrukcja postaci Emmy ale też jej odtwórczyni (Verónica Echegui), która naprawdę dała popis dobrego aktorstwa. Emma to niewidoma dziewczyna, której największym marzeniem jest zostać matką. Ale tylko matką ponieważ mężczyźni to na jej drodze nic więcej niż niezbędny element do osiągnięcia upragnionego celu. Emma niewątpliwie z tą samą mocą potrafi w widzu wzbudzić sympatię jak i irytację. Nie sposób jej nie lubić, jednak ciężko jest zrozumieć jej motywy i postępowanie. Jest ona dość niejednoznaczna, przez co ciekawa, a to rzadko zdarza się zaobserwować na ekranach w dobie jednowymiarowych i schematycznych postaci. Tutaj widz będzie musiał dokonać jej oceny sam, ponieważ w tym przypadku reżyser, nie zrobi tego za niego.

VENGO
Ten film  to rytm, w jakim bije serce Andaluzji. Nie jest najłatwiejszą czy najbardziej dosłowną przeprawą, ale na pewno najlepiej obrazującą andaluzyjską kulturę cyganów. Tutaj muzyka flamenco wyrazi więcej niż niejeden dialog, choć twórcy nie szczędzą również pięknych krajobrazów. Fabuła filmu skupia się na mężczyźnie pogrążonym w żałobie po utracie swojej córki i sposobach radzenia sobie z  bólem poprzez flamenco, które spokojnie może być traktowane tutaj jako równorzędny bohater.


DZIKIE HISTORIE (RELATOS SALVAJES)
Ostatnia propozycja jest prosto z Argentyny. Ten film to niezależne historie, różni bohaterowie, których łączy jedno: złość. Nie taka, która definiuje człowieka w kategoriach "dobry-zły", lecz taka, która dopaść może każdego, niezależnie od charakteru, bo przecież zarówno pannie młodej jak i kelnerce mogą puścić nerwy. I o tym jest ten film, o zwykłej, ludzkiej frustracji, która może doprowadzić do wręcz absurdalnych rezultatów. Niczym dynamit odpalony w nieodpowiednim momencie, dość pozornie zwyczajne historie, stają się ciągiem destrukcyjnych, momentami makabrycznych zdarzeń. Mimo wszystko, filmowi nie brakuje humoru, i myślę, że to był właśnie oryginalny zamysł reżysera, czyli satyra na słabostki ludzkiej natury, wymownie zaprezentowane już od pierwszych minut seansu. Film naprawdę dobry, chociaż przegrał Oscarowy wyścig w 2015 roku z... naszą ,,Idą".

sobota, 5 sierpnia 2017

¡HOLA SEVILLA!

¡HOLA SEVILLA!
PL Jest takie miejsce na świecie, gdzie stukot obcasów nie jest przypadkowy, wzór w grochy noszony jest z dumą, a kwiaty we włosach nie są oznaką kiczu. Witajcie w Sewilli, kolebce flamenco, najgorętszym mieście całej Hiszpanii. Rozgoście się, trochę tutaj zagrzejemy czasu. Mam nadzieję,  że moja przygoda w stolicy Andaluzji, przybliży trochę modę i kulturę tego kraju, i stopniowo będę mogła powiedzieć więcej na temat tego miejsca, już nie z perspektywy turystki, a mieszkanki. Jestem bardzo ciekawa tego doświadczenia, różnic jakie odkryję między Hiszpanią a innymi krajami w których dotąd gościłam trochę dłużej. Z radością używam teraz innego kodu pocztowego, chociaż znając mnie, to będzie tylko przystanek. Niemniej jednak, witaj Hiszpanio, bądź mi dobrym domem. Póki co zgotowałaś mi gorące powitanie. 38 stopni. Zakładam zatem moje wielkie, ciemne okulary, ulubioną biżuterię i ruszam Cię poznawać.


EN  There is a place in the world where the clatter of heels is not accidental, the pattern of polka dot is proudly worn, and the flowers in the hair are not signs of kitsch nor are considered as tastelessness. Welcome to Seville, the cradle of flamenco, the hottest, literally, city in Spain. Please make yourself comfortable here as we gonna spend some time here. I hope my adventure in the capital of Andalusia will bring closer some fashion and culture of this country, and maybe I will be able to gradually say more about this place, not  from the perspective of tourist but the resident. I am very curious about this experience, the differences I will discover between Spain and other countries that I used to live in. I'm happy to use another zip code now, although as I know myself, it will only be a stopover. Nevertheless, welcome Spain, be a good home to me. So far you have given me a warm welcome. Actually, very warm - 38 degrees. So I'm putting on my big, dark sunglasses and I'm to on my way to get to know you better.









SKIRT/SPÓDNICA  H&M (Lana del Rey Collection)
TOP SISLEY
RING/PIERŚCIONEK BYDZIUBEKA
BRACELETS/BRANSOLETKI BYDZIUBEKA
SUNGLASSES/OKULARY  H&M

poniedziałek, 17 lipca 2017

JAK TO JEST Z WŁOSKĄ MODĄ? /How it is with Italian fashion

JAK TO JEST Z WŁOSKĄ MODĄ? /How it is with Italian fashion

PL Ilekroć odwiedzam księgarnie i przeglądam dość skromny jak na nasze warunki dział z modą, zawsze zaskakuje mnie ta sama rzecz - dość ograniczone postrzeganie tego zagadnienia. Patrząc na tytuły dostępnych pozycji zdaje się, że tylko Francuzki wiedzą jak się ubrać. Nie potrafię nawet zliczyć ilości albumów i poradników, które zawierają frazy takie jak "francuski styl", "paryski szyk", czy "bądź jak Francuzka". Niewątpliwie, przedstawicielki kraju leżącego nad Sekwaną mogą poszczycić się dobrym gustem i imponującą historią mody, jednakże nie są jedynymi na mapie Europy, które mogą być dumne ze swojego stylu. Kroku nieustępliwie dotrzymują im Włoszki, a metka "made in Italy" wielokrotnie kusi Polki.
Już sam fakt, że Włochy są kolebką taki domów mody jak Armani, Gucci czy Prada, czyni ten kraj wyjątkowym. To właśnie Ci projektanci odpowiedzialni są za wprowadzenie klasycznych już zapachów, ubrań czy akcesoriów, które są pożądane od Madrytu po Seul. Jaka jest zatem różnica w modzie włoskiej i francuskiej? Pokuszę się o stwierdzenie, że włoska moda jest odważniejsza. Od razu przychodzą mi na myśl witryny sklepowe Dolce&Gabbana oraz Gucci. Ilekroć mijałam je na Via Della Spiga czy Montenapoleone zawsze wyróżniały się na tle innych luksusowych butików. Wielu włoskich projektantów śmiało odchodzi od klasyki, niejednokrotnie wybierając nieco teatralną formę jak niegdyś eksperymentował hiszpański Cristóbal Balenciaga. Włoskie krawiectwo jest synonimem precyzji i pasji, ucieleśnieniem sztuki w każdym szwie i ściegu. Pomimo, że opiera się na klasycznej bazie jest jednak elastyczne, to znaczy że z łatwością przystosowuje się do zapotrzebowania na rynku, w kreatywny sposób śmiało staje w konkury z zagranicznymi markami.
Co więcej, uważam, że Włoska moda jest nieco cięższa niż francuskie baletki i mniej zwiewna niż hiszpańskie sukienki. Włoszki ukochały sobie czarny kolor, ciężkie buty (również latem) oraz metaliczne akcenty. Pamiętam jak kiedyś w wywiadzie Maria Pyzio, założycielka marki Solar, powiedziała, że włoska moda jest dla niej szczególną inspiracją ponieważ jest wpisana w codzienność nie tylko kobiet, ale również mężczyzn, jest tak integralną częścią życia, że na tle innych krajów stanowi to fenomen. Trudno nie zgodzić się z tą opinią. Sposób w jaki ubierają się włoszki (i włosi!) jest niemal sztuką. Nie podążają ślepo za trendami narzucanymi przez projektantów, raczej dostosowują je pod siebie i śmiało pokazują swoje interpretacje na ulicy. To je odróżnia od Polek - nie mają w sobie "pseudoskormności", bynajmniej nie chodzi tu o wyzywający wygląd, a raczej o odwagę pokazania swojego stylu bez obawy przed krytyką. Czasami mam wrażenie, że my, drogie rodaczki, boimy się wyglądać dobrze w obawie przed komentarzami "ale się wystroiłaś". Zostawię jednak to zagadnienie na osobny post. Myślę jednak, że możemy wiele nauczyć się od Włoszek ich postrzegania mody.



EN Whenever I visit bookstores and grub around (unfortunately) poorly stocked fashion department, I am always surprised by the same thing - quite limited perception of the issue of fashion. Looking at the titles of available positions, it seems that only the French know how to dress. I can't even count the number of albums and guides that contain phrases like "French style", "Parisian chic" or "be like French girl". Undoubtedly, representatives of a country lying on the Seine can boast of good taste and impressive fashion history, but are not the only ones on the map of Europe that can be proud of their style. The Italians are in step with them and the "made in Italy" tag incessantly tempts Polish women.
The fact that Italy is the cradle of fashion houses like Armani, Gucci or Prada makes this country unique. It is these designers who are responsible for the introduction of classic fragrances, clothes or accessories that are desirable from Madrid to Seoul. What is then, the difference between Italian and French fashion? I would say that Italian fashion is bolder. Immediately in my mind I have the picture of Dolce & Gabbana and Gucci store windows. Whenever I passed them on Via Della Spiga or Montenapoleone they always stood out against other luxury boutiques. Many Italian designers boldly leave the classics, often choosing  almost theatrical form as they once were created by Spanish designer, Cristóbal Balenciaga. What's more, Italian tailoring is synonym of precision and passion, it's the embodiment of art in every seam and stitch. Although it is based on a classic foundation, it is "flexible", that is, it easily adapts to the market demand, in a creative way competes with foreign brands. Moreover, I think Italian fashion is a bit heavier than French ballet flats and less airy than Spanish dresses. Italian girls love black color, heavy boots (also in summer) and metallic accents. I remember that I read in the interview with Maria Pyzio the founder of the brand Solar. She said that Italian fashion was her biggest ispiration. She believes it's incredibly inscribed into the everyday life of not only women but also men. It is so integral part of life that in the comparison with other countries it can be seen as a phenomenon. It's hard not to agree with this opinion. I love the fact that both Italian men and women enjoy fashion. The way the Italians dress is almost an art. They don't blindly follow the trends imposed by the designers, they rather adapt them to themselves and show their interpretations on the streets. What is interesting, that is exactly the case that differs them from Polish women - they seem not to have this "false modesty" that we, polish girls, sometimes have. By no means I have in mind the provocative or defiant outfit, but rather the healthy courage to show one's style without fear of being criticized. Sometimes I get the impression that we, dear countrywomen, are afraid to look too good for fear of comment  "why you got so dressed up". However, I will leave this issue for a separate post. I just think, that we can learn a lot from Italians and their perception of fashion.







Tak, też noszę trampki.


SKIRT/SPÓDNICA  SECOND HAND
BODY STRADIVARIUS
SNEAKERS/TRAMPKI NO NAME
HAT/KAPELUSZ BOUGHT IN LOCAL BOOTH IN GENOVA
BRACELET/BRACCIALE/BRANSOLETKA MINTY DOT


Copyright © 2016 lacinemoda , Blogger