niedziela, 28 sierpnia 2016

Love And other Disasters: what are romantic comedies for? (2006)

Love And other Disasters: what are romantic comedies for? (2006)

PL A gdyby tak Holly Golightly mieszkała w Londynie, a pod pachą zamiast rudego bezimiennego kota miała ostatnie wydanie Vogue? 
Wyglądałaby jak Brittany Murphy, a nie Audrey Hepburn, choć zamiłowanie do klasycznego uroku by pozostało. Ta pierwsza – bardziej nam współczesna - biega angielskimi ulicami w lekkich balerinkach i męskiej, białej koszuli. Druga ,,rządzi w swojej sukience Givenchy” na Piątej Alei. Choć pozornie różne, to jednak obie są wciąż uosobieniem elegancji, doskonałej w swej prostocie! Doskonała prostota! To wyrażenie oddaje zarówno styl bohaterki jak i całego filmu ,,Miłość i inne nieszczęścia”. To lekka, przyjemna komedia romantyczna z deszczem, Londynem i cudownymi kreacjami w tle. Z fabułą dość prostą, ale zarazem tak uroczą i humorystyczną, że przymykamy na to oko. Bo czyż happy end nie jest domeną tego gatunku? Czy to właśnie ów happy end nie jest powodem dla którego sięgamy po takie filmy? Bez zbędnej hipokryzji trzeba przynać, że i filmy o superbohaterach też są nieskomplikowane w swej fabule (walka dobra ze złem) i mają oczywiste zakończenia (dobro zwycięża). Przy ocenie tego gatunku warto zastanowić się, dla jakiego widza powstał: szukającego rozrywki z przejrzystym morałem. Czy to coś złego, że z ekranu padnie wprost: miłość i przyjaźń są ważne? We współczesnym świecie łatwo zgubić sens takiego „banału” – i właśnie 90 minutowy seans może nam go przypomnieć. Zawsze, gdy sięgam po ten film, żałuję, że nie było nam dane poznać się bardziej na talencie aktorki. Trzeba to przyznać – Brittany Morphy nie zawsze trafnie wybierała role. Niemniej jednak w „Miłości i innych nieszczęściach” tworzy ujmującą, ciepłą postać Jacks. Współczesnej Holly, która konfrontuje nasze wyobrażenia o miłości z rzeczywistością. Momentami można odnieść wrażenie, że niektóre sceny i zachowania bohaterów są jakby wyjęte z melodramatu. To celowy zabieg – w końcu ta komedia to nic innego, jak satyra na związki i relacje międzyludzkie. Świeżość, styl i humor serwowany po brytyjsku – to wszystko tworzy z filmu smakowity kąsek. Taki, jakim komedia romantyczna być powinna. 



EN What if Holly Golightly lived in London, and instead of having a ginger nameless cat on her lap she would have the latest edition of Vogue in her hand?
Well, she would look like Brittany Murphy, not Audrey Hepburn, but love for the classic charm would remain. And although the first one, more contemporary to us, runs through English streets in light ballet flats, or white male shirt, the latter one ''rocks that Givenchy dress” on Fifth Avenue, both still embodies elegance so wonderful in its simplicity! Excellent simplicity! This expression reflects both heroine's style and the film itself,, Love and Other Disasters ". The film is a light, pleasant romantic comedy, with rain, London, and beautiful outfits, and the story plot, here again, I repeat: simple and a bit predictable, but then again so charming and humorous, you can let it get away because isn't a happy ending he domain of the genre? Isn't that a happy ending the reason why we choose such films in a first place? Let us not be hypocrites and admit the fact. Even superhero films have a storyline so clear (the struggle between good and evil) and even more obvious ending (good wins). So before we judge, let us remember for what type of viewer it was created in the first place; the one who's looking for entertainment, with a clear moral that can be easily caught throughout the film. What's wrong with that someone from the screen will tell us simply that love or friendship is important? Nowadays even such banal can be easily forgotten and the 90-minute session may remind us what we have been missing. Every time I reach for this movie, I feel sorry, we didn't get to know more on the talent of the actress, which, we must admit, didn't always have accurate choices for the roles. Nevertheless, Brittany Murphy aka Jacks, creates the most charming, warm character, contemporary Holly, who confronts love with our idea of it.
Sometimes we may get the impression that some scenes or character's behavior are like taken out of the melodrama. However, I believe this is intentional, and this comedy is nothing but a satire on relationships and people. Fresh and stylish, with humor served in a British way, which with the rest of the movie creates a tasty morsel; exactly what a romantic comedy should be like. Do not look for the hidden meaning where there is not one. In this particular case, look for fashion, and you'll find one.








Director: Alek Keshishian Costumes: Michele ClaptonFavourite Quote:
Jacks: I keep hoping that I'll grow into it. That maybe one day I'll wake up and I'll feel...
Peter: What?
Jacks: In love! You know, dizzy and feverish and nausea.
Peter: That's not love, Jacks. That's the flu.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Modowa Mapa Mediolanu/ Milan Fashion Map: Armani Silos

Modowa Mapa Mediolanu/ Milan Fashion Map: Armani Silos


PL Mediolan uważa się za jedną z kluczowych stolic światowej mody, i mnie samej trudno się z tym nie zgodzić. Skąd właściwie to przekonanie? Czy z tego, że Włosi słynną z wyjątkowego wyczucia stylu, a co druga włoszka mijana na ulicy ma torebkę luksusowej marki?
Tak, choć nie tylko. Mediolan to jedno z najbogatszych włoskich miast, gdzie życie nie należy do najtańszych,o czym przekonuję się każdego dnia przemierzając jego ulice, nie raz w pośpiechu, nie raz celowo gubiąc się w jego zakamarkach. Na każdym kroku, dostrzegam ogrom butików z ubraniami, galanterią czy akcesoriami, jest ich zdecydowanie więcej niż sklepów spożywczych, co czasem jest całkiem zabawne bo łatwiej kupić tu nową sukienkę niż na przykład.. paczkę makaronu. Sklepy są dosłownie wszędzie, nawet na mniej popularnych ulicach czy dzielnicach.Nie mniej jednak Mediolan ma swój urok: ukochany przez wielkich projektantów, jest jednym z trzech najważniejszych obok Paryża i Nowego Jorku miast, gdzie dwa razy do roku odbywa się istne modowe szaleństwo znane jako „Fashion Week”. To również tutaj mieści się jeden z najstarszych i najpiękniejszych pasaży handlowych, który do dziś, służy jako wzór dla współczesnych galerii handlowych.,,Modowa Mapa Mediolanu” to miejsca wybrane i napotkane przeze mnie, silnie związane z modą, nie zawsze z zakupami. To galerie, muzea, malutkie sklepy vintage, czy outlety, w których można znaleźć prawdziwe perełki, obcować z modą wysoką i może spojrzeć na nią jak na sztukę, swego rodzaju zabytek, który dodany do miejsc wartych zobaczenia, dopełni charakterystykę tego miasta, gdzie tak chętnie podziwiamy Duomo czy zamek Sforzów.

Muzeum Twórczości Domu Mody Armani

"I decided to call it silos because this building used to store food, which is, of course, essential for life. For me, just as much as food, clothes are also a part of life”

Giorgio Armani

To muzeum to nic innego jak 40 lat historii marki Armani. Olbrzymia, elegancka przestrzeń zachwyca prostym designem i fantastycznie z nim kontrastującą, różnorodną ekspozycją strojów. Cztery piętra prezentują najpiękniejsze osiągnięcia włoskiej sztuki krawieckiej, przenoszą w czasie i czarują. Nie ma tu jednak mowy o jakiejkolwiek chronologii, niemal tysiąc strojów i akcesoriów jest pogrupowanych tematycznie, piętro po piętrze ukazując coraz to bardziej wieczorowy kunszt. 

Przestrzeń wywarła na mnie duże wrażenie, jest zaprojektowana ze zdecydowanie większym rozmachem niż Muzeum Gucci we Florencji. Czułam się naprawdę świetnie otoczona wspaniałą modą domu Armani. Poza ekspozycją strojów, jest tutaj też malutka sala kinowa, w której można obejrzeć kampanie reklamowe, fragmenty wywiadów i pokazów mody, przestrzeń z panelami dotykowymi i komputerami, gdzie można poszperać w cyfrowych archiwach, obejrzeć poszczególne stroje i kolekcje. 

Droga z Duomo do Muzeum zajmie nam to około 35 minut, można zamiast tego wziąć metro(MM1 czerwona linia do stacji Cadorna, po czym przesiąść się w linię zieloną MM2 do stacji Porta Genova, stamtąd już tylko 5 minut pieszo.

Czas zwiedzania zależny jest od indywidualnych preferencji, ja spędziłam tam około 2 godzin.

Mała rada: Przed odwiedzeniem muzeum warto sprawdzić aktualności na stronie internetowej ponieważ są dni, w których wstęp jest bezpłatny dla wszystkich! Natomiast w sierpniu trzeba uważać, ponieważ większość instytucji jest zamknięta przez około trzy tygodnie. Nie ma potrzeby kupować biletów z wyprzedzeniem, nie ma kolejek i nie jest zbyt tłocznie, dzięki temu można naprawdę cieszyć się zwiedzaniem w spokoju.



EN Milan is considered to be one of the key fashion capitals of the world, and I couldn't agree more but why is that exactly? Is it the fact that the Italians are famous for its unique sense of style, and every second Italian woman that I pass by on the street has a luxury brand bag? Yes, but not only. Milan is one of the richest Italian cities, where life is, unfortunately, not the cheapest, and I witness it every day, wondering its streets, sometimes in a hurry, sometimes deliberately getting lost in its corners. Everywhere I go, I see countless boutiques with clothes, haberdashery, and accessories. Clothes shops are definitely easier to find than grocery stores, which can be sometimes quite funny because it's easier to buy a new dress here than, for example ...a pack of pasta. The shops are everywhere, even on the less popular streets or neighborhoods.

Nevertheless, Milan has its own charm: beloved by great designers is one of the top three alongside with Paris and New York cities, where twice a year there is a veritable fashion craze known as "Fashion Week". What is more, here it is one of the oldest and most beautiful shopping arcades, which today serves as a model for modern shopping malls.

"Milan Fashion Map" are the places chosen and encountered by me, strongly associated with fashion, not always with shopping. There are galleries, museums, tiny, vintage shops or outlets, where you can find real gems, associated with high fashion, where you can look at it as art, a kind of monument, which added to the things to see, would fulfill the characteristics of this city, where are more than happy to admire the Duomo and the Sforza Castle.

''I decided to call it a silos because this building used to store food, Which is, of course, essential for life. For me, just as much as food, clothes are also a part of life "

Giorgio Armani

This museum is nothing more than 40 years history of the brand Armani. The huge, elegant space impresses with its simple design and amazingly contrasts with the diversity of the costumes. Four floors represent the most beautiful achievements of the Italian art of tailoring, moving in time and enchant. But there is no question of any chronology, nearly a thousand costumes and accessories are grouped thematically, floor by floor, revealing more and more charming artistry.

Space made a big impression on me, it is designed with a far larger scale than the Gucci Museum in Florence. I felt amazing great surrounded by this great fashion house. Besides the costume exhibition, there is a projection room where you can watch the advertising campaigns, fragments of interviews and fashion shows, the space with touch screens and computers where you can browse through digital archives, see different costumes and collections.

The walk from the Duomo to the Museum will take about 35 minutes, you can instead take the metro: MM1 red line to Cadorna station, then change to the green line MM2 Porta Genova station, from there it is only 5 minutes walking distance.

Length of the visit depends on personal preference, I spent about 2 hours there.

A little piece of advice: Before visiting the museum is worth checking the news on the website as there are days in which admission is free for all! Also in August, you have to be careful, because most institutions are closed for about three weeks. There is no need to buy tickets in advance, no queues and not too visitors so that you can really enjoy exploring.






























piątek, 12 sierpnia 2016

Monte Carlo Baby!

Monte Carlo Baby!


PL Podobno najgorzej jest zacząć, więc gdy zaraz postawię kropkę, powinno być już górki. Ok. Pomysł, na to dość popularne przedsięwzięcie jakim jest blog narodził się już ponad dwa lata temu, niestety miałam mniej odwagi niż czasu, a ostatecznym kopniakiem okazała się tymczasowa przeprowadzka do Mediolanu, który jest na tyle inspirujący, że właśnie stukam w te klawisze. Przyznam otwarcie, choć zabrzmię sztampowo: kocham modę, niekoniecznie trendy, traktuję ją jako formę sztuki i zachwycam się w taki sam sposób sukienką Haute Couture Ellie Saab jak ,,Drzewem życia” Gustawa Klimta. Równie mocno ekscytuję się kinematografią; europejską, a szeroko uśmiechnę się do włoskiej. Fuzja tych dwóch tematów wydała mi się więc oczywista. Według mojej matematyki rozkładając sumę filmu na na składniki otrzymamy dialog, obraz oraz aktora. Aktor to model, nie koniecznie szczupły i ze wzrostem godnym koszykarza, ale model emocji, zachowań i myśli, które potrafi ubrać tak samo jak płaszcz i to czyni go zawodowcem. Nie dziwi też fakt, że są reżyserzy, którzy troszczą się o sukienkę w ten sam sposób jak i o aktorkę, która ją nosi. Kreują obraz integralny z emocjami, dlatego w pamięć zapadną nam nie tylko poszczególne sceny, ale i kostiumy, a i te potrafią nieraz zagrać lepiej od samego aktora. Tak, zagrać; często w żargonie aktorskim mówi się, że dany kostium (nie strój ;) gra. Czasem ma swoje życie, ale zdarzy mu się czekać na odrobię aktorsko-reżyserskich czarów. I ja o tych czarach chciałabym tak trochę...

Rozpoczęcie od Monte Carlo Baby nie jest przypadkowe. To miejsce jest dla mnie synonimem początku. To na planie właśnie tego filmu, mademoiselle Audrey Hepburn, późniejsza serdeczna przyjaciółka Huberta de Givenchy, wygrała bilet do ponadczasowej sławy za sprawą pary oczu pewnej francuskiej pisarki Collette, które to wypatrzyły ten „skarb znaleziony na plaży”, a ściślej – na Riwierze Francuskiej i zaangażowały do głównej roli w broadwayowskiej adaptacji swojej książki „Gigi”.

Historia może nie brzmieć znajomo, jako że wiele osób kojarzy nazwisko Audrey Hepburn tylko ze „Śniadaniem u Tiffany'ego”, którego często nawet nie widzieli. Sylwetce tej aktorki przyjrzę się jeszcze na pewno, zarówno ze względu na jej dorobek filmowy jak zaangażowanie w sprawy UNICEF. Wniosek z tego póki co jest taki, że każdy gdzieś i kiedyś zaczyna. Audrey zaczęła w Monte Carlo..i ja tam podążyłam!


EN It is said, that beginning is the hardest, so when I finish this sentence, the worst will be already behind me. In fact, yes, it didn't hurt. The idea, to create as popular venture as the blog is, was born at least 2 years ago, however, I didn't have enough time and courage, and the final kick in the ass came along with my moving to Milan, Italy.

Although I might sound cliche I have to admit: I love fashion, not necessarily trends, I perceive fashion as a form of art, and I can be excited in the same way about Haute Couture Ellie Saab's dress as for Klimt's ”The Tree of Life”. I am also passionate about cinematography, the European one, hence Italian. The merger of these two subjects seems to be obvious. According to my maths dialog plus picture plus actor equals film. The actor is a model, not necessarily slim and with basketball player's hight, but the model of emotions, behavior, and thoughts that he can dress just like a coat, and it's makes him a professional. Not surprisingly, there are directors who are concerned about the dress in the same way as for an actress who wears it. They create an integral picture with the emotions, and that is the reason that we remember not only particular scenes, but also the costumes, which can, perversely, play better than the actor himself. Yes, play; often in the acting, it is said that the costume plays. Sometimes it has its own life, but he happens to be waiting for a bit of acting-directing magic in order to live... About that magic...

Starting with “Monte Carlo Baby” is not aleatory. For me, it's the synonym of beginning. It was on the very set of the film, where Mademoiselle Audrey Hepburn, later Hubert de Givenchy's good friend, won her golden ticket to her timeless fame. Here the eyes of the famous French writer Collete spotted “Bambi Eyes” and hired her to the title role in Broadway adaptation of her book “Gigi”.

I am not surprised if that story doesn't sound familiar, usually, Audrey name is only associated with “Breakfast at Tifanny's”. Surely, I will get back to her more than once, her film achievements and devoted work for UNICEF. So far, my only conclusion is...everyone starts somewhere ;)

She started in Monaco...So did I.



Copyright © 2016 lacinemoda , Blogger