piątek, 12 sierpnia 2016

Monte Carlo Baby!


PL Podobno najgorzej jest zacząć, więc gdy zaraz postawię kropkę, powinno być już górki. Ok. Pomysł, na to dość popularne przedsięwzięcie jakim jest blog narodził się już ponad dwa lata temu, niestety miałam mniej odwagi niż czasu, a ostatecznym kopniakiem okazała się tymczasowa przeprowadzka do Mediolanu, który jest na tyle inspirujący, że właśnie stukam w te klawisze. Przyznam otwarcie, choć zabrzmię sztampowo: kocham modę, niekoniecznie trendy, traktuję ją jako formę sztuki i zachwycam się w taki sam sposób sukienką Haute Couture Ellie Saab jak ,,Drzewem życia” Gustawa Klimta. Równie mocno ekscytuję się kinematografią; europejską, a szeroko uśmiechnę się do włoskiej. Fuzja tych dwóch tematów wydała mi się więc oczywista. Według mojej matematyki rozkładając sumę filmu na na składniki otrzymamy dialog, obraz oraz aktora. Aktor to model, nie koniecznie szczupły i ze wzrostem godnym koszykarza, ale model emocji, zachowań i myśli, które potrafi ubrać tak samo jak płaszcz i to czyni go zawodowcem. Nie dziwi też fakt, że są reżyserzy, którzy troszczą się o sukienkę w ten sam sposób jak i o aktorkę, która ją nosi. Kreują obraz integralny z emocjami, dlatego w pamięć zapadną nam nie tylko poszczególne sceny, ale i kostiumy, a i te potrafią nieraz zagrać lepiej od samego aktora. Tak, zagrać; często w żargonie aktorskim mówi się, że dany kostium (nie strój ;) gra. Czasem ma swoje życie, ale zdarzy mu się czekać na odrobię aktorsko-reżyserskich czarów. I ja o tych czarach chciałabym tak trochę...

Rozpoczęcie od Monte Carlo Baby nie jest przypadkowe. To miejsce jest dla mnie synonimem początku. To na planie właśnie tego filmu, mademoiselle Audrey Hepburn, późniejsza serdeczna przyjaciółka Huberta de Givenchy, wygrała bilet do ponadczasowej sławy za sprawą pary oczu pewnej francuskiej pisarki Collette, które to wypatrzyły ten „skarb znaleziony na plaży”, a ściślej – na Riwierze Francuskiej i zaangażowały do głównej roli w broadwayowskiej adaptacji swojej książki „Gigi”.

Historia może nie brzmieć znajomo, jako że wiele osób kojarzy nazwisko Audrey Hepburn tylko ze „Śniadaniem u Tiffany'ego”, którego często nawet nie widzieli. Sylwetce tej aktorki przyjrzę się jeszcze na pewno, zarówno ze względu na jej dorobek filmowy jak zaangażowanie w sprawy UNICEF. Wniosek z tego póki co jest taki, że każdy gdzieś i kiedyś zaczyna. Audrey zaczęła w Monte Carlo..i ja tam podążyłam!


EN It is said, that beginning is the hardest, so when I finish this sentence, the worst will be already behind me. In fact, yes, it didn't hurt. The idea, to create as popular venture as the blog is, was born at least 2 years ago, however, I didn't have enough time and courage, and the final kick in the ass came along with my moving to Milan, Italy.

Although I might sound cliche I have to admit: I love fashion, not necessarily trends, I perceive fashion as a form of art, and I can be excited in the same way about Haute Couture Ellie Saab's dress as for Klimt's ”The Tree of Life”. I am also passionate about cinematography, the European one, hence Italian. The merger of these two subjects seems to be obvious. According to my maths dialog plus picture plus actor equals film. The actor is a model, not necessarily slim and with basketball player's hight, but the model of emotions, behavior, and thoughts that he can dress just like a coat, and it's makes him a professional. Not surprisingly, there are directors who are concerned about the dress in the same way as for an actress who wears it. They create an integral picture with the emotions, and that is the reason that we remember not only particular scenes, but also the costumes, which can, perversely, play better than the actor himself. Yes, play; often in the acting, it is said that the costume plays. Sometimes it has its own life, but he happens to be waiting for a bit of acting-directing magic in order to live... About that magic...

Starting with “Monte Carlo Baby” is not aleatory. For me, it's the synonym of beginning. It was on the very set of the film, where Mademoiselle Audrey Hepburn, later Hubert de Givenchy's good friend, won her golden ticket to her timeless fame. Here the eyes of the famous French writer Collete spotted “Bambi Eyes” and hired her to the title role in Broadway adaptation of her book “Gigi”.

I am not surprised if that story doesn't sound familiar, usually, Audrey name is only associated with “Breakfast at Tifanny's”. Surely, I will get back to her more than once, her film achievements and devoted work for UNICEF. So far, my only conclusion is...everyone starts somewhere ;)

She started in Monaco...So did I.



4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawie i wciągająco napisane! Czekam na kolejne wpisy zwłaszcza te przybliżające sylwetkę Audrey Hepburn =D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny początek, powodzenia w pisaniu bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post i bardzo wciągający. Wspaniałe to miejsce, o którym piszesz. Chciałabym je choć raz odwiedzić. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Monte Carlo widziałam dawno temu, jedynie z okien autokaru, bo kierowca wycieczki nam naściemniał, że nie ma miejsc do zaparkowania i nie może wjechać ;-) Jeśli tylko będziemy kiedyś na południu to na pewno będę chciała tam zawitać !

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 lacinemoda , Blogger